„Dom Słowa Kościół” – konferencja z Dnia Wspólnoty Oazy

Podczas Dnia Wspólnoty OAZY, który odbył się w marcu 2011, została wygłoszona przez ks. Ryszarda Kempiaka OSB katecheza „Cztery Filary Kościoła”. Poniżej udostępniamy zapis wideo dostępny w serwisie youtube.com oraz jego transkrypcję. Zapraszamy do odsłuchania katechezy lub przeczytania jej treści. Dziękujemy Adamowi Baltynsowi, za przygotowanie relacji.

DOM SŁOWA – KOŚCIÓŁ

ks. Ryszard Kempiak SDB

 

Tytułem wprowadzenia

Nie trzeba dzisiaj nikomu udowadniać, że życie pierwszej wspólnoty w Jerozolimie, a jeszcze bardziej doświadczenie pełnego zjednoczenia z Chrystusem, jakie było udziałem Dwunastu, stało się przykładem, na którym wzorował się Kościół, kiedy pragnął rozbudzić w sobie pierwotny zapał i z nową ewangeliczną energią podjąć wędrówkę przez dzieje. Stąd staje się czymś naturalnym dla nas – chcących stanowić Kościół – więcej – być żywą częścią Kościoła – powrót do wspólnoty pierwszych chrześcijan.

Ikona pierwotnego Kościoła

Obraz wspólnoty pierwszych chrześcijan, wymalowany pędzlem słowa przez św. Łukasza, autora Dziejów Apostolskich, jest swoistą ikoną, która ukazuje tych, którzy pierwsi poszli za Jezusem, pierwsi realizowali w swoim życiu Jego ewangeliczny ideał, pierwsi dawali Mu świadectwo i głosili Go. Są oni pionierami w życiu chrześcijańskim, są naszymi ojcami w wierze, naszymi przodkami we wspólnocie chrześcijan. I dlatego Kościół od dawna zachęca wszystkich wierzących do kontemplacji tej ikony. Nie chodzi oczywiście o powrót do chrześcijańskich początków z romantyczną nostalgią człowieka powracającego, aby zobaczyć swoją kolebkę. Spotkanie z ikoną pierwotnego Kościoła ma być życiowe i rodzinne, gdyż między tymi naszymi przodkami a nami jest więź miłości, ciągłość życia. W naszych żyłach płynie ta sama krew. Ich życie stanowi cząstkę naszej przeszłości, a nasze życie jest przedłużeniem ich życia. Nasze rysy odzwierciedlają niektóre rysy ich oblicza, nawet jeśli nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Mamy więc kontemplować oblicza pierwszych chrześcijan, lecz nie w wielu oddzielnych ikonach, ale w jednej, która odtwarza je wszystkie razem: oblicza różne, ale złączone w harmonii, w komunii; osoby różne, ale włączone w tę samą historię; doświadczenia różne, ale wypływające z tego samego źródła.

Okazuje się, że ikona pierwszego Kościoła jest ikoną o żywych i mocnych kolorach, ikoną zachwycającą swoją prostotą i czystością, pociągającą i promieniującą swoją żywotnością. Stając przed tą ikoną mamy okazję zarazić się żarliwą miłością pierwszych chrześcijan dla Słowa Bożego, ich gorliwością misyjną, ich nieustanną radością. Można budować się ich odwagą w cierpieniu i ich wytrwałością w kontynuowaniu dzieła Jezusa Chrystusa. Kontemplacja ikony Kościoła jerozolimskiego pomaga odkryć różne formy komunii braterskiej pierwszych chrześcijan, jedne bardziej wypracowane, inne bardziej spontaniczne, ale wszystkie ożywione miłością. Zadziwia ich odwaga apostolska, inwencja duszpasterska, mądrość rozeznania, zwłaszcza tak delikatnych problemów, jak relacja między wiarą a kulturą, między nowością chrześcijańską a tradycją żydowską. Nie oznacza to, że wśród pierwszych chrześcijan nie było wewnętrznych napięć, problemów w dialogu ze światem, trudnościami życia w złożonym kontekście społeczno-kulturowym, niepewności, jak ustosunkować się do władzy politycznej. Można w ikonie pierwszych chrześcijan dostrzec ciemną stronę ich grzechów, niewierności i słabości.

Szczytem kontemplacji Łukaszowej ikony pierwszych chrześcijan, staje się zadziwiające odkrycie, że ta ikona o wielu obliczach odzwierciedla w rzeczywistości jedno oblicze: oblicze Chrystusa. Tak, Chrystus nie pozostawił żadnej fotografii ani żadnego portretu swojego historycznego oblicza. Chciał, aby jego uczniowie ukazywali Go swoim życiem, w stylu swoich czasów i swojej kultury. Ikona, którą pragniemy kontemplować, jest pierwszą reprodukcją, historycznie najbliższą Jezusowi i namalowaną przez tych, którzy z Nim żyli.

Uczniowie, którzy doświadczyli Jezusa historycznego żyjąc z Nim przez trzy lata, napełnieni „mocą z wysoka”, umacniali swoje zakorzenienie się w Nim po Jego śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu. Widzieli Go nadal żywego i obecnego wśród nich. W jaki sposób? Odpowiedź odnajdujemy w Dziejach Apostolskich, gdy św. Łukasz charakteryzuje codzienne życie pierwszych ochrzczonych przez Apostołów: „Trwali oni w nauce apostołów i we wspólnocie (koinonia), w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2, 42).

Mamy więc przez św. Łukasza wyszczególnione cztery elementy tworzące wewnętrzną fizjonomię wspólnoty – cztery filary: słuchanie Słowa, łamanie chleba, wspólnotę braterską i modlitwę. Postawą zasadniczą jest wytrwałość, czyli stała wierność i czynne oddanie. Te cztery elementy – te cztery filary nie zostały wymyślone przez pierwszych chrześcijan, ale zostały wskazane przez samego Jezusa. Zanim odszedł do Ojca, pozostawił w darze wspólnocie uczniów kilka sposobów, przez które będą mogli nadal żyć w Jego obecności. Pozostawił swoje Słowo, pamiątkę swojej tajemnicy paschalnej, swoje przykazanie i przykład miłości oraz swoją modlitwę i pouczenie jak powinni się modlić.

Kontemplując ikonę pierwotnego Kościoła, będziemy oczywiście odwoływać się do cennego materiału przygotowanego przez św. Łukasza, czyli do Dziejów Apostolskich. Nie można jednak zapominać, że w Dziejach Apostolskich nie jest przedstawiony obraz wspólnoty takiej, jaką ona jest w momencie, gdy św. Łukasz ją opisuje. Kiedy Dzieje Apostolskie zaczynają być wspólnym dziedzictwem, mija już około 40-45 lat od wydarzeń w nich opisanych. Jedno jest pewne: św. Łukasz postanowił postawić przed nami obraz idealny, malowidło ukazujące początki, zwierciadło, w którym moglibyśmy się zobaczyć i odnaleźć.

Wytrwałość w słuchaniu Słowa

Wspólnota duchowa pierwszych chrześcijan była więc wspólnotą wiary, skupioną wokół osoby zmartwychwstałego Chrystusa. On był centrum apostolskiego nauczania. Pierwsza wspólnota chrześcijańska wspominała, opowiadała, przekazywała i zgłębiała pamiątkę Jego słów i czynów. Było to zresztą wyraźnym pragnieniem Jezusa, ale także potrzebą wspólnoty, aby umacniać swoją wiarę sięgając do jej źródeł oraz gwarantować ciągłość i stałość swojego przylgnięcia do Chrystusa, które jest racją istnienia wspólnoty i jej życia razem jako Kościół.

Pierwsi chrześcijanie „trwali w nauce apostołów” (Dz 2, 42). „Trwać w nauce” oznacza nie jakieś sporadyczne i przypadkowe słuchanie nauki apostołów, ale słuchanie ciągłe, systematyczne i uważne. Chodzi o prawdziwą duchowość Słowa. Przedmiotem słuchania jest „nauka apostołów”, a ci nauczali o Jezusie i Jego zbawieniu ofiarowanym wszystkim ludziom. Dzieje mówią także, że apostołowie nauczali „w imię Jezusa” (Dz 5, 28). Mówić o Jezusie i mówić „w imię Jezusa”: to było najważniejsze zadanie apostołów, naocznych Jego świadków. Uczniowie Jezusa pamiętali dobrze życie i naukę ich Mistrza.

W swoim nauczaniu apostołowie nie ograniczali się jednak tylko do opowiadania czynów i słów Jezusa historycznego, lecz sięgali do lektury Pisma Świętego. Ich przemówienia przytoczone w Dziejach są pełne cytatów i odniesień do Starego Testamentu, a to oznacza, że pierwsi chrześcijanie czytali Stary Testament w świetle Chrystusa i patrzyli na Chrystusa w najszerszym kontekście całej historii zbawienia. Taka lektura pozwalała im z jednej strony zrozumieć głębiej historię Jezusa, a z drugiej odkryć nowy wymiar Starego Testamentu, znajdujący w Nim swoje wypełnienie. Sam Pan Jezus nauczył ich tak czynić, czego przykład mamy w spotkaniu z dwoma uczniami idącymi do Emaus (por. Łk 24, 25-27). Uczniowie wierni poleceniom Chrystusa oraz przynaglani przez Ducha nieustannie formowali nowo nawróconych członków Kościoła. Czasem miało to miejsce podczas Eucharystii (por. Dz 20, 7-11), czasem w jerozolimskiej świątyni (por. Dz 5, 21), czasem znów „publicznie i po domach” (Dz 20, 20). W ten sposób życie pierwszych chrześcijan koncentrowało się wokół osoby zmartwychwstałego Pana i Jego Ewangelii. Duch Święty dawał im moc do realizowania w życiu codziennym nauki Jezusa, a wspólna wiara wzbudzała poczucie głębokiej więzi duchowej.

Dziejów wynika również, że apostołowie mówili o Jezusie, opowiadając nie tylko Jego historię, lecz także wrażenia, jakie odnieśli ci, którzy z Nim żyli i doświadczyli Jego nieustannej obecności w życiu wierzących. Gdyż nie tylko Pismo Święte zawiera słowo Boże. Pierwsi chrześcijanie byli wytrwali w opowiadaniu swoich życiowych doświadczeń. Stąd pierwsza wspólnota chrześcijańska stała się wspólnotą, która wspominała i opowiadała. Łukasz w prologu do swojej Ewangelii wyznaje, że chce opisać „wydarzenia, które się dokonały pośród nas” (Łk 1, 1-4). Jan zamierza opowiedzieć to, „cośmy usłyszeli […] na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce” (1 J 1, 1). Również Paweł wiele razy opowiada w Listach swoje doświadczenia. Dwaj uczniowie idący do Emaus, po spotkaniu z Jezusem wrócili do Jerozolimy, aby opowiedzieć wszystko wspólnocie (Łk 24, 33. 35). Piotr, po nawróceniu Korneliusza, opowiada całe wydarzenie (Dz 11, 4-17). Podobnie czyni także po uwolnieniu z więzienia (Dz 12, 17). Ci, którzy cierpieli prześladowanie z powodu Chrystusa, jak tylko zostali uwolnieni, przybyli do swoich i opowiedzieli im całe zdarzenie (Dz 4, 23). Misjonarze, wysłani przez wspólnotę, „kiedy przybyli i zebrali Kościół, opowiedzieli, jak wiele Bóg przez nich zdziałał” (Dz 14, 27). Opowiadania te budzą zawsze uczucia wielkiej radości, podziwu, wdzięczności i uwielbienia Boga. Nie wystarczy bowiem dojść do wiary, sprzedać wszystko i dzielić się tym, łamać chleb, wspominając śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Święty Łukasz podkreśla, że konieczne było także słuchanie nauki apostolskiej. Nauczanie było przestrzenią słowa i słuchania, pamięci i świadectwa, konfrontacji i poszukiwania. Wzajemna komunikacja umożliwiała budowanie jedności i owocowała przyłączaniem się do powstającej wspólnoty nowych członków.

We wspólnocie żyjącej w czasach, gdy nie ma już pierwszych apostołów, prawda, jaką Bóg objawił nam w Jezusie Chrystusie, zawarta jest w Piśmie Świętym. Dlatego Kościół dzisiaj popiera wspólnotową lekturę słowa Bożego i dzielenie się doświadczeniem wiary. To bowiem przynosi widoczne i obfite owoce. Nie jest to moda, dodana do wielu naszych inicjatyw pastoralnych, ale tradycja, cenna spuścizna Kościoła pierwotnego. Wspólnotowe ożywianie w sobie obecności Boga, czytanie razem słowa Bożego i dzielenie się doświadczeniem wiary – to wszystko umacnia zakorzenienie się w Chrystusie. Pismo Święte, jak wiemy, powstało we wspólnocie, zrodziło się ze zbiorowej pamięci o Bogu, opowiadanej i dzielonej. Ale z chwilą, gdy zostało zapisane, zostało zamknięte w księdze i nie może odzyskać całej swojej żywotności i skuteczności, dopóki nie zostanie przywrócone ponownie do życia, czyli włączone w życie wspólnoty wierzących.

Wspólnota zgromadzona wokół słowa Bożego jest odzwierciedleniem komunii świętych w Chrystusie. Gdy czytamy Pismo święte, wchodzimy w komunię i solidarność z naszymi przodkami w wierze: Abrahamem, Izaakiem, Jakubem, Mojżeszem, Dawidem, prorokami, apostołami itd. Biblia jest jakby naszą duchową ojczyzną. Gdy do niej wchodzimy, czujemy się – jak mówi List do Hebrajczyków – „otoczeni mnóstwem świadków” (Hbr 12, 1). Komunia ta obejmuje tych wszystkich, którzy w ciągu całej historii Kościoła czytali i karmili się słowem Bożym, i dochodzi do tych, którzy dzisiaj Biblię czytają.

Wspólnota, która karmi się tym samym słowem Bożym i pozwala Mu się formować, urzeczywistnia wspólnotowe zjednoczenie z Bogiem. Uczy się razem „myśleć po Bożemu” (por. Mt 16, 23), „poznawać zamysł Chrystusowy” (por. 1 Kor 2, 16), „mieć te same dążenia, jakie były w Jezusie Chrystusie” (por. Flp 2, 1) i doświadczać „obcowania świętych”. W konsekwencji w członkach takiej wspólnoty rodzi się wspólna wrażliwość duchowa, która ułatwia komunikację, wspólnotowe rozeznanie oraz zjednoczenie umysłów i serc.

Wytrwałość w łamaniu chleba

Kolejnym ważnym elementem w życiu duchowym pierwotnej wspólnoty Kościoła było „łamanie chleba”. Ryt „łamania chleba” jest aktem wyłącznie chrześcijańskim. Zwrot ten nie występuje w grece świeckiej. Podobnie łaciński odpowiednik tego wyrażenia: fractio panis nie jest znany poza łaciną kościelną. Choć w Starym Testamencie formuła „łamać chleb” występuje tylko dwa razy (por. Jr 16, 7; Lm 4, 4), to raczej pewnym jest, że chrześcijanie przejęli ryt łamania chleba z judaizmu. Gest ten, właściwy światu semickiemu był z jednej strony wyrazem wyjątkowego szacunku dla daru Bożego, a z drugiej: otwartości, braterstwa, sprawiedliwości, gościnności, współczucia, zażyłości. Mówił o wdzięczności wobec Boga za błogosławieństwo, którego był widocznym znakiem, i symbolizował przyjaźń, wspólnotę i jedność tych, którzy spożywali ten sam chleb. Literatura judaistyczna świadczy o tym, że ryt ten rozpowszechniony był także u Żydów w czasach Jezusa między innymi jako uczta paschalna i miał charakter religijny. W Ewangeliach czynność „łamania chleba” wspomniana jest kilka razy: przy rozmnożeniu chleba (por. Mk 6, 43; Mt 14, 19; Łk 9, 7; J 6, 1-13), przy ostatniej wieczerzy, którą Jezus sprawował według żydowskich zwyczajów (por. Mk 14, 22; Mt 26, 26) oraz przy ukazaniu się uczniom z Emaus (por. Łk 24, 13-35). Fakt, że św. Łukasz dwukrotnie kładzie nacisk na ten temat w księdze Dziejów (Dz 2, 42. 46), nie jest bez znaczenia. W pierwotnym chrześcijaństwie natomiast czynność „łamania chleba” staje się terminem technicznym na oznaczenie Eucharystii (por. 1 Kor 10, 16).

Jakkolwiek było, dwa elementy: pamiątka ostatniej wieczerzy Pańskiej i braterska solidarność nie wykluczają się nawzajem, lecz stanowią dla Łukasza i pierwotnej wspólnoty dwa nierozłączne elementy, złączone ze sobą w tej samej celebracji. Komunia z Chrystusem i komunia z braćmi to dwa oblicza tego samego dynamizmu miłości. Zbliżając się do końca swojego ziemskiego życia, które przeżył jako dar miłości, Jezus przed swoją męką wyraża jego istotę w gestach symbolicznych. Za pośrednictwem chleba i wina, które są najbardziej istotnym i zarazem najprostszym pokarmem, ofiaruje całe swoje życie. Ciało i krew oznaczają bowiem całą osobę, całe życie. Jezus zamyka je całe w symbolu chleba i wina, ofiaruje je swoim uczniom i chce, aby ten dar powtarzał się, urzeczywistniał i przedłużał w czasie. Trzeba stwierdzić, że apostołowie od pierwszych dni istnienia Kościoła pozostawali wierni nakazowi Jezusa, który św. Paweł zachował dla nas: „Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę”. Jezus powiedział „ile razy”, gdyż wiedział, że wierzący żydzi celebrowali – i nadal będą celebrować – każdego dnia ów posiłek obrzędowy, i wyjaśniał, iż nie powinni go więcej obchodzić z powodu przeszłości Izraela, lecz dla Niego samego, aby mieli Go pośród siebie jako Odkupiciela, który wydaje się na śmierć, by ich zbawiać, a potem wstępuje w życie zmartwychwstałe, by ich kochać, przygarniać i jednoczyć z Sobą. Toteż – powiada – za każdym razem, gdy będziecie to czynić w przyszłości, będziecie to czynić na Moją pamiątkę.

Mamy tu do czynienia z jednym słowem o wartości zasadniczej. Słowem zawierającym głęboką tajemnicę, o nieskończonym bogactwie i mocy. Słowem, które jedynie Bóg mógł wymyślić, jedynie Bóg mógł włożyć w ludzkie usta i jedynie Bóg mógł przyjąć i wypełnić. Tym słowem jest „pamięć”. Niestety, nie przyzwyczailiśmy się do znajdowania w tym słowie niczego poza jakimś pobieżnym znaczeniem, nieraz trochę sentymentalnym: „wspomnienie o Mnie”; jakby Jezus, idąc na śmierć, zwracał się do świata o odrobinę miłości: „Ofiaruję się za was na śmierć, nie zapomnijcie o tym!”.

Słowo „pamięć” jest bardziej zrozumiałe, gdy tłumaczy się je dokładniej jako „pamiątka”. Właśnie to słowo „pamiątka” zawiera w sobie historię i doktrynę, która wskazuje na samą istotę Eucharystii. Pierwsi chrześcijanie doskonale pojęli, że „pamiątka” oznacza coś o wiele więcej, niż jakieś proste upamiętnienie, czy zwyczajne osobiste, subiektywne wspominanie przeszłości. Chrześcijanie zrozumieli, że sama istota naszego Odkupienia została utrwalona na wieki w owej „pamiątce” Ciała i Krwi Jezusa, Tego, który umarł raz na zawsze, zdobywszy wieczne odkupienie. Dlatego życie pierwotnej wspólnoty koncentrowało się wokół Eucharystii. Pierwotny Kościół żył Eucharystią i z Eucharystii. „Łamanie chleba” było siłą podtrzymującą Kościół w oczekiwaniu Paruzji. Stawało się pokarmem w drodze między „już” a „nie jeszcze”. To ona była źródłem jedności i braterskiej miłości jego członków. Zgromadzenie eucharystyczne miało od początku bowiem dwa aspekty: buduje wspólnotę ludzi z Bogiem oraz wspólnotę ludzi między sobą. Niezwykłość tej uczty i tego pokarmu podkreśla Apostoł Paweł: „Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest Chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało” (1 Kor 10,16n). Zauważmy: Kiedy przystępujemy do komunii, to nie jest tak, że każdy z nas otrzymuje cząstkę Ciała Pańskiego. Każdy przyjmuje całe Ciało Chrystusa. A to znaczy, że dzięki temu spożywaniu my wszyscy jesteśmy – coraz więcej stajemy się – jednym Ciałem.

Jeżeli wszyscy razem i każdy z osobna złączony jest z jednym ciałem Chrystusa, to wszyscy są w ten sposób zjednoczeni między sobą, stanowią „jedno ciało” Chrystusa. Celebrując Eucharystię, wierzący podtrzymują i umacniają własne zespolenie osobowe z Chrystusem i przeobrażają się zarazem w Jego wspólnotę. Nie bez znaczenia jest również to, że w Dziejach między dwoma wzmiankami o „łamaniu chleba” (2, 42.46) znajduje się stwierdzenie, iż pierwsi chrześcijanie „przebywali razem i wszystko mieli wspólne”. Wspólne „łamanie chleba” rzutowało więc na codzienne życie pierwszych chrześcijan. Eucharystia dawała im poczucie braterskich więzów oraz prowadziła do radości i uwielbienia Boga (por. Dz 2, 46-47a; 21, 17).

Łukasz podkreśla, że pierwsi chrześcijanie łamali chleb „po domach […] z radością i prostotą serca” (Dz 2, 46). W przeciwieństwie do tradycyjnej liturgii żydowskiej, która miała miejsce w świątyni, eucharystia odbywała się w atmosferze rodzinnej, domowej, codziennej, i była całkowicie przepojona radością i weselem. Niektóre wyrażenia liturgiczne, jak: allelujahosanna, amenAbbamaranatha, zachowane w oryginalnym języku aramejskim także we wspólnotach poza Palestyną, świadczą do dzisiaj o atmosferze radości, jaka przenikała pierwotny kult chrześcijański.

Dla pierwotnego Kościoła, podobnie jak również i dla nas dzisiaj Eucharystia posiada jeszcze jeden bardzo ważny aspekt jednoczący cały Kościół: stanowi ona węzeł braterskiej miłości ludzi zespolonych przy jednym stole eucharystycznym. Celebrować eucharystię to znaczy zasiąść razem ze wszystkimi braćmi do uczty z Chrystusem. Mówi o tym modlitwa, przytoczona w Didache„Jak ten chleb, który kiedyś rósł na wzgórzach, został zebrany i stał się jednym, tak niech twój Kościół zbierze się ze wszystkich krańców ziemi w Twoim Królestwie”.

Wytrwałość w komunii

Wspólnota, która ma te same korzenie, te same dążenia, tę samą siłę życiową, powinna być wspólnotą zjednoczoną, zgodną i harmonijną. Wspólnota pierwszych chrześcijan, zakorzeniona w Chrystusie, dążąca do pełnej realizacji zamysłu Ojca, kierowana mocą Ducha, jest wspólnotą ożywioną „jednym sercem i jednym duchem” (Dz 4, 32). Wyrażenie „jeden duch i jedno serce”, stanowiące leitmotiv pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej, stało się w ciągu wieków źródłem natchnienia dla wielu form życia wspólnego w Kościele. Wspólnota nie kieruje się normami zewnętrznymi, ale jest ożywiana od wewnątrz przez miłość. Stąd można podziwiać piękno pierwszej wspólnoty chrześcijan, wyrażone w harmonijnym zjednoczeniu różnych osób, kultur, ról i posług, nie lękające się napięć i konfliktów. Kiedy się żyje „jednym sercem i jednym duchem”, różnice nie dzielą i nie oddalają, lecz przeciwnie, przyczyniają się do tego, że harmonia staje się bardziej bogata i dynamiczna.

Wyrażenie koinonia, bardzo często używane przez Pawła i Jana, określa wspólnotę braterską, polegającą na duchowym zjednoczeniu osób posiadających tę samą wiarę i ten sam projekt życia. Łukasz używa terminu koinonia tylko w tym kontekście. Jest to termin trudny do przetłumaczenia, ponieważ posiada wiele możliwości znaczenia i konkretnego zastosowania. Nie oznacza on zwykłej jedności, ale raczej postawę wobec jedności lub wypływającą z jedności, czyli sposób myślenia, życia, włączenia się we wspólnotę, która się tworzy na podstawie tej samej wiary i tego samego projektu życia. Można go tłumaczyć jako komunia, jeżeli pod tym terminem rozumie się nie tylko więź głębokiej solidarności między członkami wspólnoty, lecz także wspólne uczestnictwo w rzeczywistości już istniejącej, czyli w życiu Chrystusa. Aby wyjaśnić głębię tej komunii, Łukasz pisze: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących” (Dz 4, 32). Łukasz kładzie nacisk na to, że komunia ta rodzi się ze wspólnej wiary w Chrystusa, a nie jest tylko zwykłą filantropią lub przyjaźnią. Podkreśla zawsze, że członkami wspólnoty są «ci wszyscy, którzy uwierzyli» (Dz 2, 44). Tylko jako wierzący w Jezusa, mogą chrześcijanie realizować ten styl życia. Jest on bowiem naśladowaniem Jezusa, który chciał, aby jego uczniowie byli zjednoczeni w miłości, i sam dał im przykład daru i służby.

Koinonia może się wyrażać w różnoraki sposób. Łukasz podkreśla w Dziejach przede wszystkim jej najbardziej widoczny i konkretny wyraz, jakim jest wspólnota dóbr. «Ci wszyscy, którzy uwierzyli, przebywali razem i mieli wszystko wspólne» (Dz 2, 44). Wszystko jest wspólne między przyjaciółmi – taki ideał przyjaźni został sformułowany przez Pitagorasa i powtórzony przez Arystotelesa.

Ideał ten, który u starożytnych był tylko marzeniem, został teraz zrealizowany przez wspólnotę wierzących w Jezusa. Łukasz widzi Kościół jako królestwo miłości, którego prawem jest dawać i służyć, w przeciwieństwie do świata, który dąży do posiadania i panowania.

Wspólnota dóbr nie ogranicza się jednak tylko do dóbr materialnych, ale jest głębsza. Do chromego od urodzenia, który patrzył na Piotra i Jana spodziewając się od nich jałmużny, Piotr powiedział: «Nie mam srebra ani złota, ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa, Nazarejczyka, chodź!» (Dz 3, 6). Dzieli się dobrem najcenniejszym: Jezusem Chrystusem i Jego zbawieniem. We wspólnocie pierwszych chrześcijan nawet Jezus jest dobrem, którym można się dzielić, jakież więc inne dobra nie mogłyby być dzielone?

Wytrwałość w modlitwie

Już na samym początku Dziejów Apostolskich Łukasz ukazuje nam pierwszą wspólnotę chrześcijańską zgromadzoną na modlitwie w oczekiwaniu na przyjście Ducha Świętego. Po wyliczeniu imion jedenastu apostołów, tak dalej pisze: «Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego» (Dz 1, 14). Jest to pierwsze zgromadzenie uczniów bez Jezusa. Wydaje się, jakby chcieli przez modlitwę przywołać i zakosztować Jego obecności. Podobną sytuację widzimy na końcu Ewangelii w opisie wniebowstąpienia Jezusa. Uczniowie «oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga» (Dz 24, 52).

Proponując wybór siedmiu, Piotr powie o sobie i apostołach: «My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa» (Dz 6, 4). Widzimy więc, że apostołowie już od początku potrafili uniknąć niebezpieczeństwa aktywizmu, który wyjaławia życie, i starali się w twórczy sposób – ustanawiając nową posługę – bronić prymatu modlitwy w swoim życiu.

Momenty modlitwy znaczą drogę Kościoła i wszystkie ważniejsze etapy jego misji. Wspólnota modli się przy wyborze Macieja (Dz 1, 24-25) i siedmiu (Dz 6, 6); wysyłając Barnabę i Pawła na misję wśród pogan (Dz 13, 3); ustanawiając prezbiterów w nowych wspólnotach chrześcijańskich (Dz 13, 23). Modli się i prosi Boga o pomoc w trudnościach i prześladowaniach ze strony Żydów (Dz 4, 23-30); po męczeńskiej śmierci Jakuba i w czasie uwięzienia Piotra (Dz 12, 5. 12); kiedy Paweł udaje się do Jerozolimy, chociaż ma przeczucie grożącego mu prześladowania (Dz 21, 5). Wznosi do Boga modlitwy chwały i dziękczynienia także w momentach radości i przyjmowania Jego darów, jak na przykład w czasie misji w Samarii (Dz 8, 15); przy nawróceniu się Korneliusza (Dz 10, 9. 30; 11, 5. 18) itd.

I jeśli chcielibyśmy usłyszeć jedną z tych modlitw, to Łukasz daje nam próbkę w Dz 4, 24-30, pisząc: «Wysłuchawszy tego, podnieśli jednomyślnie głos do Boga i mówili: Wszechwładny Stwórco nieba i ziemi, i morza, i wszystkiego, co w nich istnieje. Tyś przez Ducha Świętego powiedział ustami sługi swego Dawida: Dlaczego burzą się narody i ludy knują rzeczy próżne? Powstali królowie ziemi i książęta zeszli się razem przeciw Panu i przeciw Jego Pomazańcowi. […] A teraz spójrz, Panie, na ich groźby i daj sługom Twoim głosić słowo Twoje z całą odwagą, gdy Ty wyciągać będziesz swą rękę, aby uzdrawiać i dokonywać znaków i cudów przez imię świętego Sługi Twego, Jezusa».

Jest to modlitwa prosta i żarliwa, nie wymyślona w laboratorium, ale wypływająca z konkretnych potrzeb codziennego życia. Rozpoczyna się uwielbieniem Boga jako Pana całego świata i historii, a następnie przez liczne odniesienia do Starego Testamentu stara się odczytać sytuację prześladowania w świetle słowa Bożego, powierzając się na końcu Bogu i Jego woli z ufnością i nadzieją. Nie jest to tylko modlitwa prośby, ale poszukiwanie sensu prześladowania, jakie im zagraża.

Modląc się słowami Psalmu 2. i wspominając mękę Jezusa, wspólnota rozumie, że prześladowanie nie oznacza niepowodzenia misji, ale jest okazją do naśladowania Chrystusa. Jest to historia Jezusa, która się przedłuża w czasie. Dlatego wspólnota nie modli się, aby ustało prześladowanie, lecz aby miała odwagę głosić śmiało orędzie Jezusa także wśród prześladowań. Modlitwa utrzymana jest w tonie umiarkowania i ufności. Jest jakby konkretną ilustracją słów Jezusa: «Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie […]. Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie» (Mt 6, 7-8).

Łukasz podkreśla jeszcze jedną bardzo ważną cechę modlitwy wspólnotowej, a mianowicie: zgodę i zjednoczenie duchowe. Modlitwa wspólnotowa jest modlitwą chóralną nie tyle ze względu na zjednoczenie głosów, ile ze względu na zjednoczenie serc. Według Łukasza modlitwa jest nie tylko zanurzeniem w świecie Bożym, ale jest także elementem jednoczącym wspólnotę. Modlitwa nie tylko rodzi się we wspólnocie i wyraża jej wiarę, ale formuje ją od wewnątrz, buduje i jednoczy.

*

Może wydawać się dziwne, że św. Łukasz, ukazując życie pierwotnego Kościoła, nie mówi nigdy o miłości. Niewątpliwie jednak przedstawiona przez niego wspólnota chrześcijan jest doskonałą realizacją miłości i to zarówno na poziomie duchowym, jak i materialnym. Jest najlepszym dowodem na to, że Chrystus rzeczywiście zmartwychwstał, żyje i mocą Ducha Świętego działa w swoim Kościele. Poprzez nieustanne trwanie w „nauce Apostołów, […] w łamaniu chleba i w modlitwie” wierzący łączą się ze zmartwychwstałym Panem, który daje im siłę, aby tworzyli między sobą prawdziwą wspólnotę Kościoła. W ten sposób chrześcijanie stają się prawdziwym magnesem przyciągającym pogan do Chrystusa i wiary. Takie świadectwo jest uzupełniane gorliwym głoszeniem Ewangelii, co sprawia, że Kościół nieustannie się rozwija i rośnie.

Kończąc, postawmy sobie pytanie: Jak możemy być wspólnotą zakorzenioną w Chrystusie i żyjącą w komunii między sobą? Pierwsi chrześcijanie dają nam mniej więcej taką odpowiedź: mieć głębokie doświadczenie Chrystusa i starać się wspólnie wytrwać w nim, wykorzystując środki, które On sam nam wskazał: słowo, eucharystię, komunię braterską i modlitwę. Łukasz mówi, że ten styl życia budził podziw wśród ludu. Pamiętajmy, że może budzić podziw także dzisiaj.

 ks.Ryszard Kempiak

Relacja przygotowana przez Adama Baltyn

Comments are closed.